Czasem dzwonię do Rozpuszczalnika.
A on uparł się niektóre rozmowy publikować (coś wspomina o armatach z zatoki Saint-Tropez).
Ostatecznie, dlaczego nie ?!


czwartek, 4 listopada 2010

Ser szwajcarski, francuski i oscypek

Co nam doskwiera, w języku Moliera (1)

Zadzwonił do mnie mój krewki przyjaciel Maurycy. Nie od razu, ale przeczucie miałem już od rana.
Niebo za oknem było zgodne z tradycją, tj. odpowiadało temu, co Francuzi nazywają la grisaille parisienne, a co dałoby się przetłumaczyć na "szarzyznę paryską", gdyby szarzyzna mogła wyłącznie oznaczać przymgloną wilgotnawą szarość.


Oddaliłem dzieci w różnych kierunkach, zależnie od wieku, przygotowałem sobie drugą kawę i zadbałem o poprawne światło na pierwszej stronie najnowszego numeru Minute, z 3 listopada 2010.


Ujrzałem twarz Oskara Freysingera i wielki tytuł:
LES IRREDUCTIBLES GAULOIS, C'EST NOUS LES SUISSES, czyli "NIEZWYCIĘŻENI GALOWIE, TO MY SZWAJCARZY". Błysnęło mi w głowie, że Asterix płaci teraz podatki w Genewie i dokonałem skoku na drugą stronę, na której – w wywiadzie udzielonym Patrickowi Cousteau - 50 letni deputowany UDC (Narodowej Unii Centrum, pierwszej aktualnie formacji politycznej konfederacji szwajacarskiej) dowodzi, że "kluczem do odblokowania systemu jest demokracja bezpośrednia".
- A ty paskudny populisto! – obrzuciłem go wyzwiskiem w imieniu światowej lewicy i jej użytecznych matołków.


W miarę jak czytałem, coraz bardziej cieszyłem się z posiadania włosów, bo miało mi co stawać na głowie.
Otóż Oskar Freysinger:
  • był bohaterem referendum "NIE dla minaretów",
  • energicznie popiera odsyłanie do siebie kryminalistów pochodzenia zagranicznego,
  • jest "antyliberałem", narodowcem i humanistą,
  • jest porównywany do Wilhelma Tella (chociaż sam wolałby aluzje do Asterixa),
  • jest odpowiedzialny za afisze w rodzaju "Ivan S., gwałciciel, wkrótce Szwajcar",
  • ma czelność ujawnić, że 70 procent wszystkich przestępstw w Szwajcarii jest dziełem obcokrajowców,
  • uważa, że przystąpienie Szwajcarii do układu z Schengen było nieporozumieniem, w wyniku którego w kraju grasują bandy murzyńskie i arabskie, Albańczycy doskonalą techniki handlu ludźmi, prostytutkami, hazardem i bronią, Nigeryjczycy specjalizują się w narkotykach, itd., a wszyscy razem mają w nosie jakąkolwiek asymilację,
  • stwierdza, że islam nie da się zharmonizować z cywilizacją europejską, a fatwy fruwają w powietrzu i lądują nie tyle na stawiających opór chrześcijanach i laikach, co na tych wyznawcach Allacha, którym do kędzierzawych głów przyszła ochota na głębszą integrację, ...


W tym momencie musiałem przerwać kolekcjonowanie filozoficznych i politycznych przestępstw Freysingera, bo rozdarł się dzwonek.
- Dziękuję, wszystko w porządku – zainicjowałem dialog, pamiętając że ostatnio Maurycy nie był w ogóle ciekawy, jak mi leci.
 - O nic nie pytałem – zabrzmiał głos ciężki od elektryczności. - A propos, ça va?
 Nie zdążyłem udzielić gwarancji w kwestii samopoczucia całej rodziny, bo Maurycy przyśpieszył bez zmiany biegu:
 - Minute sobie czytam i jestem kurwa zły, bo Jebcię gdzieś wywiało i nie mam kogo udusić.


Przypomnę Czytelnikowi, że "Jebcia" w słowniku przyjaciela oznacza jego teściową o bujnym życiu i kupie "partnerów", z których jeden (lub więcej) musiał być ojcem Husi, niczego nieświadomej i wychowanej przez instytucję opiekuńczą. Przypomnę również, że Maurycy jest autorem poglądu, że "należy wytopić wszystkie baby po czerdziestce", który to pogląd podzielam tylko częściowo; ja również zdaję sobie sprawę z faktu, że statystyczna Matka Polka na grubo przed pięćdziesiątką już wie wszystko i bardzo głośno dzieli się tym przekonaniem na wszystkich forach oraz we wszelkich innych okolicznościach, wyjąwszy brzeg rzeki podczas burzy z piorunami i gradobiciem, kiedy to jej mąż może na chwilę pozostać sam (sam na sam z wędką).
- Co cię zaimpresjonowało? – zagaduję prowokująco grzecznie (świnia jestem co nieco, podpuszczając przyjaciela, ale to dla dobra Czytelnika, głodnego zwrotów przystających do rzeczywistości).
- Hervé Morin, to ci coś mówi? - pyta mnie Maurycy, jakby miał do czynienia z Pigmejem, któremu nad lasem jeszcze nigdy nie przeleciał samolot.
- Nasz aktualny minister obrony – odpowiadam, po części z myślą o Czytelniku, który nie wie (bo skąd), że obaj z Maurycym mamy ojczyznę-matkę (Polskę) i ojczyznę-żonę (Francję).
- A czytałeś, jak się minister porwał nagle na samodzielność i, w niezgodzie z aktualną wizją rządu, obwieścił, że "Społeczństwo francuskie uległo głębokim zmianom i muszę was nie bez przykrości zawiadomić, że ono już nie jest wyłącznie białe, wiejskie i chrześcijańskie. Życzyłbym sobie, żeby nie mówić więcej o Francuzach wywodzących się z imigracji, tylko o Francuzach spadkobiercach imigracji, ponieważ są oni nosicielami dziedzictwa, będącego dla naszego narodu bogactwem."?
- "A jeśli my wolimy pozostać biedni..." – odpowiedziałem słowami redaktora Minute.


Zamilkłem, a i Maurycy poświęcił  chwilę na milczenie. Jakby chciał dać Historii czas na zanotowanie akcji i reakcji.


- A wiesz, że minister spraw wewnętrznych, Brice Hortefeux,  ma chęć odbierać obywatelstwo poligamom? - podjął po minucie ciszy (po 10 sekundach, dla porządku).
- A na to Marine Le Pen, jak się nie wydrze: "Tak? A gwałcicieli trzymamy? A ci, co torturują dzieci, zachowają obywatelstwo? Tak samo jak ci, co dają starym do połknięcia sodę kaustyczną?" – dokończyłem, żeby pokazać, że jestem au courant.


Maurycy postanowił nie przerywać licytacji:
- A jak Kouchner, minister spraw zagranicznych, zaczął po aferze z Romami skowyczeć: "Można stwierdzić w odniesieniu do tej populacji ucisk, a nawet niewolnictwo. I to mnie wcale nie bawi. Składając dymisję – pomyślałem sobie - postąpiłbym roztropnie. Ale moje niezadowolenie zderzyło się z realiami", to Rozpuszczalnik słyszał?
- Słyszał – odparłem. - Na co redaktor Minute jeszcze roztropniej zauważył, że te "realia", z którymi Kouchner się zderzył, to samochód służbowy, uczty na koszt podatnika, podróże w pierwszej klasie i wysokie stanowisko dla żoneczki.
- Kurwa - podsumował Maurycy.
- ... mać! - dodałem wstrzemięźliwiej.


- Muszę kończyć – zadeklarował nagle przyjaciel. Gardłowo jakby.
- Jeśli nie masz kogo wysłać po nocnik, mogę poczekać – wyrwało mi się.
- Bardzo śmieszne! - nie docenił żartu Maurycy. - Do drzwi dzwoni. Jeśli to dzieci, to nie dam im marznąć, a jeśli to Jebcia, to odwiedź mnie czasem w więzieniu.


Przyjaciel odłożył słuchawkę. A ja pomyślałem, że może to i lepiej, jeśli zawiesimy męczenie Czytelnika natłokiem wrażeń, od których on jest na szczęście jest jeszcze prawie wolny.
Niech jednak Czytelnik nie myśli , że mu się upiecze. Zwłaszcza, że różnym durniom w kraju marzy się to wspomniane przez Hervé Morina pozaeuropejskie "bogactwo".


Aha, w tytule figuruje oscypek.
W istocie, zanim zadzwonił Maurycy, zatrzymałem oko na trasmitowanym przez TVP POLONIA porannym programie "Bity konik towarzyski".
W rzeczywistości była to "Bita śmietanka towarzyska", ale uważam swoją nazwę za bardziej adekwatną.
I niech mi oscypek wybaczy, że go w to mieszam.
Bo też co mam zrobić? Zamienić go na serek biały homogenizowany?

piątek, 24 września 2010

Proces Joanny N.

   



Zadzwonił do mnie mój krewki przyjaciel Maurycy.
Sprawdziłem, czy nie pętają się w pobliżu jakieś dzieci. Zwłaszcza moje. Podniosłem nawet kota, ale pomyślałem, że śpi i niczego nie zrozumie.


- O procesie Joasi Najfeld słyszałeś? - bez wstępu przeegzaminował moje bycie au courant Maurycy.
- Jestem na bieżąco od samego początku - pochwaliłem się, niezdziwiony bynajmniej familiarnością przyjaciela, znanego z czułości na dobro.
- A czy znasz choćby jedną Wandę, która nie byłaby popierdolona? - rozdarł się Maurycy. Tak głośno, że gdybym nawet chciał wykropkować ostatnie kompromitujące słowo, to i tak każdy by je usłyszał.
- Znam - zakomunikowałem na wszelki wypadek.
        


W słuchawce dała się słyszeć niedowierzająca cisza. Przyjaciel postanowił dać mojej pamięci szansę.

- Imię chyba wymyślił Wincenty Kadłubek - zacząłem ostrożnie. - Była taka, co nie chciała Niemca...
- Ciepło, ciepło - wykrzyknął Maurycy. - A teraz wszystkie chcą! A jakbyś skoczył na NONSENSOPEDIĘ, to byś sobie przeczytał, że

" Wanda to żeńska forma wandala. Każda, absolutnie każda Wanda pali, pije i bije każdego, kto jej wpadnie pod rękę. Idąc ulicą nie może się powstrzymać, żeby nie rzucić kamieniem w jakąś szybę, albo kopnąć jakiegoś pana, nawet pod groźbą spocenia się. "

- Do rzeczy, Maurycy - postanowiłem wstawić rozmowę na tory. Joanna Najfeld powiedziała w dyskusji telewizyjnej, twarzą w twarz, że "Organizacja pani Nowickiej jest częścią międzynarodowego koncernu, największego w ogóle, providerów aborcji i antykoncepcji. Pani po prostu jest na liście płac tego przemysłu". A Wanda ...
- A Wanda N. - wskoczył Maurycy, jakby nie chciał usłyszeć całego nazwiska - zamiast przytaknąć, poleciała do sądu.
- A Wanda N.(1) - przyjąłem konwencję - mogła publicznie zaprzeczyć i oświadczyć, że 100 000 funtów, to nie płaca, tylko nagroda, etc. 
Skorzystałem z faktu, że w telefonie zaczęło sapać, i przystąpiłem do wyrażenia chybotliwej nadziei, że niezawisły sąd będzie niezawisły i że żądająca tajności rozprawy Nowicka wreszcie się przed nim stawi (2).


Nie danym mi jednak było wyjść poza pierwszy, pogrubiony akustycznie przymiotnik "niezawisły", bowiem Maurycy przystąpił do monologu na temat oskarżycielki "Wandy N." i uprawianej przez nią działalności.
Próbowałem mu przerwać, krzycząc rozpaczliwie, że "tyle uwagi dla tej … no … niewiasty - to za dużo zaszczytu", itp., ale przyjaciel nie dawał się zbić z nóg i obciążał kanał telefoniczny słowami i wyrażeniami tego rodzaju, że teraz, kiedy naszą rozmowę relacjonuję, nie potrafię wyłowić z jego wypowiedzi choćby jednego słowa, które dałoby się zacytować. Nawet słowa "mać", które Maurycy prawdopodobnie uznał za zbyt uprzejme.


- A na blogu - zakończył przyjaciel - ma być wszystko, co powiedziałem. Albo, kurwa, nic!
 
Odprawiłem żonę z kawą i poprosiłem o whisky. Trzeba się było zastanowić. Najłatwiej byłoby zrezygnować z raportowania, ale jak tu kapitulować, jeśli samemu myśli się to samo. Tyle, że bez licencji na wolność wyboru formy.


W końcu się postawiłem i oświadczyłem Maurycemu, że dać świadectwa jego poglądom w formie literackiej nie mogę, ale postaram się jego opinie ukazać graficznie, siejąc pêle-mêle różne obrazki.
- Czytelnik nie bałwan, podrapie się po tonsurce i się w naszych poglądach połapie! - założyłem optymistycznie, myślac o "młodym, prężnym, stawiającym sobie za cel dobro kobiety feminizmie" i  wszelkich "ruchach proaborcyjnych".


Odpowiedziała mi cisza.
Zrobiło się niewyraźnie. Ani fotografie ani rysunki nie oddadzą ciężaru gatunkowego i urody sformułowań Maurycego, ale każda rzecz ma swoją cenę. Co oznacza, że nie pozostaje mi, jak oddać się w ręce Czytelnika. W klasycznej dla rozmów z Maurycym atmosferze subtelności uczuć, sięgającej rozczulenia. Prowokującej niejednokrotnie rzewność generalną.






















 
* * *








"Lewica rozpaliła stosy", powiedziała Pani Joanna Najfeld na swoim blogu.
 "Opali sobie rzęsy", dopowiadam ja, na swoim. 













________________________________________________


(1) nauczycielka łaciny Wanda Nowicka,

Stowarzyszenie na rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo Neutrum,
Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny,
ASTRA (Central and Eastern European Women’s Network for Sexual and Reproductive Health and Rights),
Development and Research Training in Human Reproduction Programme,
Steering Committee HERA (Health, Empowerment, Rights Accountability),


(Wikipedia: "współpracowała z holenderską Fundacją Kobiety na falach i koordynowała udział organizacji polskich w wizycie statku Langenort pełniącego rolę gabinetu aborcyjnego we Władysławowie")


laureatka polskiej edycji konkursu Kobieta Europy,
laureatka Tęczowego Lauru,
2005 : nagroda 100 000 funtów od Fundacji Sigrid Rausing dla sieci ASTRA za wyróżniające się przywództwo,
2008 : "prestiżowa" Nagroda Uniwersytetu na Wygnaniu (University-In-Exile Award) od nowojorskiego uniwersytetu New School for Social Research (ustanowiona w celu uhonorowania osób i instytucji wspierających rozwój demokracji i praw człowieka).


(2) Pierwsze posiedzenie rozprawy głównej wyznaczone zostało na dzień 13. stycznia 2010. Rozprawa na wniosek oskarżycielki została utajniona (sic!) a następnie odroczona do 23. lutego 2010.
23. lutego 2010 rozprawa została ponownie odroczona, do 29. marca 2010. Wanda Nowicka nie stawiła się w sądzie.
29.03.2010: Szóste posiedzenie, piąte odroczenie… Rozprawa główna została ponownie odroczona, tym razem do 24. maja. To już trzecie odroczenie rozprawy głównej, piąte w ogóle w tej sprawie.
24.05.2010 bez niespodzianek. Rozprawa została po raz kolejny odroczona, tym razem na dzień 19 lipca 2010. Jej przebieg pozostaje tajny (na życzenie oskarżycielki Wandy Nowickiej).
(za Prawica.net) 

czwartek, 2 września 2010

Nowe logo Pedałowa




Dzwoni do mnie mój krewki przyjaciel Maurycy i ponownie, bez objawów zainteresowania moim zdrowiem i majątkiem, przechodzi do rzeczy.
- W parku siedzę - mówi tonem, jakby siedział na mrowisku.
- Od kiedy masz komórkę ? - pytam.
Podstępnie pytam. Wiem, że Maurycy nie ma komórki, więc problem limitu czasowego w pożyczonym od kogoś sprzęcie wiąże się z odpowiedzią na inne pytanie: czy mam sobie przysunąć krzesło?
- Przysuń sobie krzesło - słyszę.
"Chitra" bestia.
- … bo gadam z laptopa, a tu skądś dołazi WiFi, czy jak mu tam.
- W którym parku spoczywasz? Koło domu? W Jardin du Luxembourg?
- W Pedałowie.
- Tyle ich łazi ?! - zdumiewam się.
- Z Polski dzwonię.

Robi się ciekawie. Wiem, że Maurycy ma rodzinę w Małopolsce, w Nowym Sączu ściśle.

- No i co ? - zostawiam mu pole do popisu.
- To Pedałowo, to nowe osiedle...
- ... i heteroseksualnym kobitkom nie można na nim mieszkać - wyskakuję trochę do przodu.
- Żeby - dolatuje do mnie początek burzy akustycznej. - to by było, kurwa, jaśniej. Nazwali to Pedałowo, bo Unia zafundowała w lesie ścieżkę rowerową. To trzeba było dorobić osiedle.
- Hi, hi - chwalę się wiedzą - nowe logo w Nowym Sączu macie. Podobno pachnie gejami,satanizmem i okultyzmem.

(Maurycy zaczyna kaszlać, a ja korzystam z okazji, żeby wyjaśnić Czytelnikowi, o co chodzi:

Owo logo zawiera tęczową dłoń z czarnym prostokącikiem w środku i obietnicę na piśmie, że "Nowy Sącz dobrze wróży". Według studentów z Duszpasterstwa Akademickiego "Strych", tęczowość łapy symbolizuje sodomitów, a wytatuowana w środku czarna kropka jest satanistycznym symbolem "zakropkowania", czyli oddania się szatanowi".
Tymczasem według władz miasta, cierpiących w sprawie logo na zaparcie, herb miasta ze świętą Małgorzatą ważności nie traci, otwarta ręka jest tęczowa na znak wielokulturowości miasta, a czarny prostokąt oznacza środek w postaci Rynku z ratuszem.
Kończę wyjaśnienia, bo słyszę, że Maurycy się wysmarkał i odzyskuje głos.)

- No to ja mówię rodzinie, że im zaprojektuję logo Pedałowa. Tylko potrzebuję twoich konsultacji, kurwa.
- Kurwy bym nie proponował - rozsiadam się i daję znak żonie, że kawa byłaby na miejscu.
- W środku dałbym gołą dupę, całą w tęczy. A do niej strzałkę bym dał - zaczyna projekt Maurycy. - Pasuje ci?
- Mnie nie pasuje - zgłaszam votum separatum - ale władze miejskie bez trudu wyjaśnią, że dupa symbolizuje łono natury, a strzałka - że chodzi o naturyzm. Tęcza będzie oznaczała wielokulturowość, czyli wstęp otwarty dla golców krajowych oraz z importu : ukraińskich, żydowskich, niemieckich, słowackich, czeskich, brazylijskich, ...
- Dobrze, już dobrze - przerywa mi zaraz na początku listy Maurycy. - Z boku dodałbym niedokończoną piramidę, cyrkiel i węgielnicę. Ciągle pasuje ?
- Mnie nie pasuje - powtórzam "do znudzenia" - ale władze zawsze mogą przysiąc, że piramidka nieukończona, bo ośrodek w nieustannej rozbudowie, a z cyrkla ma pożytek projektant.
- Sukę bym jeszcze wstawił - dobiega po chwili ze słuchawki. - A na suce psa.
- Ekologów chcesz mieć po swojej stronie - nie bardzo łapię intencję. - To daj ropuchę na ważce.
- Ropuchę-sruchę - irytuje się przyjaciel. - Chodzi o symbol związku partnerskiego. Lata tu po alejce suka, a za nią lekko z dziesięciu partnerów, to od razu mi przyszło do głowy. A może wsadzić na sukę ze dwa psy, a na wierzch jeszcze z jedną sukę?
- Nie, nie. Absolutnie nie - oponuję. - Wszystkich nie zmieścisz. Ale... jeśli zostawisz jednego psa, … to czy to nie będzie oznaczało braku tolerancji dla niewierności?
- Fakt, kurwa - szarzeje głos Maurycego. - A jeśli szołbiznes loga nie poprze, to nie wiem...
- A jak tam twoja siostrzenica? - próbuję sobie przypomnieć, czy Maurycy ma coś takiego jak siostrzenica.
- Z partnerem mieszka.
- Czy mi się wydaje - szukam nici Ariadny pod berecikiem - że miała bliźniaki, a potem córkę...
- Córkę, to miała z mężem - słyszę jak głos przyjaciela zaczyna puchnąć. - A bliźniaki, to ma, kurwa, szwagier. Z partnerką, którą właśnie wymienił na nową. Jutro stąd wypierdalam, bo mi się chce … wymiotować.
- Wymiotować? - nie potrafię zapanować nad miłym zaskoczeniem.
- Wymiotować - potwierdza przyjaciel - bo mi się już od tego chce rzygać.
- A co z logo?
- Pójdę zaraz do szefa miasta i wsadzę mu je, jak pokazuje strzałka.
- Niewiele ci pomogłem - wyrażam fałszywą skruchę.
- Miałem komu opowiedzieć projekt - uspokaja mnie Maurycy. - Jak próbowałem pogadać o nim ze szwagrem, to żeby nie dostać po mordzie, musiałem mu dać pierwszy. Bo ta jego nowa partnerka - to partner.



- Z rodziną najlepiej wychodzi się na fotografii - na głos przypomniałem sobie stary banał.
- Spływa mi to, jak gówno po kaczce - zamknął laptopa przyjaciel.

I zrobiło się cicho.
Jutro wraca, to mi opowie.



wtorek, 10 sierpnia 2010

Jeden półgłówek - tysiąc półdupków

 
Dzwoni do mnie mój krewki przyjaciel Maurycy i pyta, czy otworzyłem skrzynkę. Bez grzecznościowego zainteresowania się moim zdrowiem i powodzeniem materialnym.
Różne myśli przebiegają mi przez głowę, ale żadna nie wypełnia sensem kryteriów, obowiązujących w rozmowach z Maurycym.
- Skrzynkę?
- Internetową, kurwa - zdobywa się na cierpliwość przyjaciel. - Zdjęć ci nasłałem z komentarzami. Spróbuj nie zamieścić!
- Bo co? - ponosi mnie ciekawość.
- Bo możesz zapomnieć o blogu "Dzwoni do mnie Maurycy".
- O kurwa ! - odpowiadam skrótem myślowym. - To brzmi groźnie. Ale tytuł dam od siebie i przetłumaczę wszystkie podpisy na polski.

Milczenie biorę za zgodę, a trzask słuchawki - za kropkę. Popatrzmy, co przyniosła e-poczta...
Odkrywam staranne opracowanie, napisane pod znanym edytorem, którego nazwy nie podam, bo reklamy za darmo nie robię.
Ilustracje są.
Tytuł "Kto chujów słucha, temu śmierdzą ucha" z miejsca budzi moje zastrzeżenia. Na pewno przerobię po zapoznaniu się z całością.

(…. zapoznaję się … )

Pora na prezentację ilustrowanych zwierzeń Maurycego:  

Okładka nowego WPROST (Lis, Najsztub, Środa, Hołdys, itd.) - pod "WOJNĄ KRZYŻOWĄ" podtytuł "Fanatycy w natarciu, państwo kapituluje".


Komentarz Maurycego "WPROST szcza na fajerki" przekładam na "WPROST robi z igły widły".

Następnie mamy serię portretów wpływowych osobistości, wybranych niewątpliwie z całą złą wolą, na jaką mojego krewkiego przyjaciela stać.

Fotografie te zamieszczę bez oryginalnych podpisów, ponieważ chciałbym przechadzać się bez szeptów za plecami "Ale z niego wulgus. Jaki to delikatny się zrobił.".
 
Rozdział, jaki następuje, nazwę "Wychowawcy nowych pokoleń", z oburzeniem rezygnując z oryginalnego tytułu, którego ostatnie cztery litery brzmiały "...syny" :
 
Wychowawcy nowych pokoleń
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Jeśli chodzi o tytuł rozdziału 2, to Maurycy zadowolił się dorzuceniem słowa "Nowe" do tytułu nadanego przez siebie rozdziałowi 1.
Co dałoby "Nowe ...syny".
Z czym ja naturalnie zgodzić się nie mogę.
Nie, i nie!
I proszę mnie nie prosić!

Pamiętamy, że Sodomici oblegli dom, w którym schronili się wysłani przez Boga Aniołowie. Jakkolwiek gwarancji za niektórych aniołków spod Pałacu Prezydenckiego dać bym nie mógł, to jednak z natchnienia korzystam i daję tytuł II rozdziału fotograficznego, jak następuje :

Oblężenie w Sodomie



Na tym kończy się materiał nadesłany przez Maurycego.

Jeśli Czytelnik wciąż nie widzi szczególnego sensu, zawartego w tytule całości, to pomogę mu przypomnieniem powiedzonka, że "Ryba psuje się od głowy".
Jeśli jednak zamiast ryby z głową prezentuje się półgłówek z połową głowy, to pewne jest, że nie chodzi o rybę i że od jego półgłowy psuje się tysiąc półdupków.
A nawet znacznie, znacznie więcej.

środa, 4 sierpnia 2010

Na WPROST Woodstocka

 
 
Przyglądam się stronie internetowej, na której zapowiada się nowość pod starą nazwą WPROST, kiedy telefon zaczyna się jakby drapać i w końcu dzwoni.

- Cześć - przystawiam się ostrożnie do słuchawki.
- Jadłeś już? Możesz dzwonić na policję, żeby mnie za jakieś dziesięć minut zabrali?

Po diabła Maurycy pyta, czy jadłem, jeśli nie czeka na odpowiedź. Postanawiam poduczyć go na odcinku form.
- Jadłem, dziękuję.
- A co mnie to obchodzi ? To co, wysyłasz policję?
- Dlaczego dopiero za dziesięć minut?
- Bo udusić Jebcię mógłbym w parę sekund, ale chcę mieć przyjemność.

Nastawiam uszu - chodzi o teściową Maurycego. Kobietę, której nieobce były żadne rozkosze tego świata, oprócz przyjemności noszenia majtek. Hipiskę jeszcze dzisiaj, tyle lat po tym, jak nad ostatnim skatalogowanym hipisem przestały unosić się muchy. Miłośniczkę błota, znawczynię przystanków Woodstock i przystanków autobusowych. Autorkę i jedyną wykonawczynię piosenki "Czekam na Usa, czekam na bluesa, aha // ale mam Rusa, co zdrowo rusa, aha", amatorkę mężczyzn, którzy kolektywnie zostawili jej dziecko, a ona to dziecię - instytucji opiekuńczej.
Kiedy Maurycy żenił się z Husią, nie miał pojęcia o istnieniu i osiągnięciach moralnych biologicznej babci jego córek.
 
- Jeśli chcesz dusić babunię - odpowiadam - to przyjadę na pięć minut przed policją i schowam się za kotarą. Też mam prawo do rozrywki.
- Stoi - przyklepał układ Maurycy. - Ale będziesz współwinny.

Postanawiam dać sobie trochę czasu.
- A co, czcigodna mamusia znowu dokazuje?
- Dokazuje? - zaczyna dymić się ze słuchawki - Jak ta dżuma pojechała do Owsika, czy jak mu tam, to poprosiłem córki, żeby się zastanowiły nad klepsydrą dla babci, bo byłem kurwa pewny, że stara się naćpa i znajdą ją w błocie, …. a tu rano widzę, jak Jebcia w pełnej formie wyciska sobie w hallu wągra, a dzieciątka się chwalą, że "babcia im zaprenumerowała WPROST, bo babcia kocha się w Hołdysie".
- Od kiedy się kocha?
- Wygląda na to, że zaczęła, zanim jeszcze Zbysio przybrał na wadze.

- Ale nie będziesz chyba dusił przy córkach? - upewniam się pro forma.
- Wypędziłem Husię z gówniarami do kina pod pretekstem, że babunia musi się zregenerować na kanapie.
- A wiesz chociaż, kto tam w tej nowej redakcji jest oprócz Hołdysa? - polewam barbecue oliwą. Prosto z butelki.
- Kurwa kto ? - wietrzy złe nowiny Maurycy.
- Lis, jako naczelny....
- Chodzi lisek koło drogi - złowróżebnie nuci telefon.
- Środa Magdalena - chlustam już nie oliwą, tylko środkiem do zmywania podłóg w farbiarni - i Najsztub.
- Ja … - odpowiada mi cisza, zakończona sekwencją chrapliwych dźwięków zawartych między "p" i "ę".
- To co, policja za dziesięć minut, a ja za pięć?
- Policja za pół godziny. The show must go on! Jak najdłużej.

Dzwonię za pół godziny.
- Już ci go daję - poznaje mnie Husia.
- Mam nadzieję - nie pozwalam jej odejść - że nie zbudziłem starszej pani....
- Starszej pani? Mamusia wyjechała wcześnie rano - dziwi się Husia i słyszę jej obcasy na parkiecie.
- Czyli babci Jebci nie ma - cedzę konstat na dźwięk sapania.
- Ale z prenumeratą to prawda.
- I duszenia nie będzie - kontynuuję cedzenie.
- Pomarzyć nie wolno? - grzecznie odpowiada Maurycy.

A ja jestem pewien, że Husia stoi pytająco obok i stąd wypowiedź przyjaciela jest wolna od wtrętów starosłowiańskich, mylnie branych za łacińskie.

poniedziałek, 12 lipca 2010

Ruch Poparcia Franka

 
 
Zadzwonił rano Maurycy i mówi, że do niego też dzwonią.
- Wielka rzecz! - odpowiadam wymijająco.
- A o ruchu RPP ty słyszał, a ?
- Coś mi się o uszy obiło - podrapałem się po pidżamie - Ruchał Pies Polityków ?
- Prawie. Ruch Poparcia Palikota.
- Maurycy - zwróciłem się do przyjaciela jak do przyjaciela - Ten ruch mam "dokładnie tam" i obojętne mi, czy rucha się w nim 10 czy 200 milionów. A ty pleciesz, jakbyś całą noc świętował zwycięstwo Hiszpanii z Hiszpanami.
- Z Holendrami - sprecyzował Maurycy. - Ale czy ty znasz Korę albo Teatr Ósmego Dnia ? Tak na telefon ?
- Boże uchowaj. A po co?
- Bo dzwonił Franek, ten co założył blog "Wszystko chuj!" i jemu jest potrzebny Ruch Poparcia Franka. Na razie ma jednego członka, ale jakby mu Kora napisała list z chłopem i teatrem, to by go z PO nie mogli wyrzucić.
- A od kiedy Franek jest w PO?
- A kto mówi, że jest?
- A ci Holendrzy, to jeszcze u ciebie siedzą ? - zmieniłem temat, żeby się lepiej zorientować w sytuacji.
- Siedzą. Znaczy, jednemu udało się podnieść i siedzi.
- To niech Franek może zadzwoni do Gazety Wyborczej i powie, że go siostra zakonna macała. Jak miał miesiąc i wypadł z wózka - wpadłem na pomysł. - Tylko niech nie zapomni powiedzieć, że to go tak okaleczyło, że teraz nie ma się z czym żenić.
- Z Franka może chuj, ale nie aż taki ! - odrzucił dyplomatycznie pomysł Maurycy.
- A to nie ten Franek, który zgłosił patent, jak przerywać ciążę na dzień przed porodem?
- Ik ben vegetariër - usłyszałem nagle z drugiego planu.
- To wypierdalaj na trawnik, tam się nażresz - ryknął Maurycy.
- Co, Husia obudziła któregoś bigosem? - zapytałem nie wiem po co.
- Wegeterianin się kurwa znalazł! - wysapał Maurycy i trzasnęło w słuchawce.

Nie wiem jak skończy się historia z RPF, ale wegeterianin z Franka nie jest, a intelektualistów estradowych u nas nie brak. O, choćby Zuza Kukuruza! Z czwartym mężem, który umie pisać. Chociaż nie tak dobrze jak trzeci. Ale lepiej niż drugi.

wtorek, 25 maja 2010

Krótka historia muzyki nowojorskiej

 
Dzwoni do mnie mój krewki przyjaciel Maurycy i z miejsca mnie niepokoi.
- Co robisz, kiedy ja tu do ciebie dzwonię telefonem? - pyta kategorycznie.

- Pracuję na komputerze - zeznaję bezwstydnie. - Na swoim.
- A kto do tego komputera wymyślił nuty?
Czas na obronę, choćby słabą.
- Nuty? Abraham Nutman z Białegostoku - deklaruję.
- Żebyś wiedział. Tylko, że jemu nie było Abraham, tylko Abram.
- Nie da się ukryć - zgadzam się taktycznie. - To ten Nutman, który Beethovenowi pisał.
- Ludwikowi van Beethovenowi.
- No chyba nie psu z Hollywood.
- Aj - krzywi się telefon. - Ty wszystko mieszasz. Beethoven sam sobie swoje kawałki napisał, kiedy jeszcze mieszkał w shtetlu. A Nutman wymyślił nuty dla Mozarta. A potem żona mu to do kołyski śpiewała. Z jego Yiddishe Mame.
- Żona miała na imię Noemi? - ryzykuję bez ryzyka.
- Tak jest - potwierdza Maurycy. - Ale jak wypadł coroczny pogrom, to jej to zmienili na Doremi.
- Na Doremi... - gubię się trochę.
- Teraz wiesz, że nie wiesz - tryumfuje Maurycy. - I tak Noemi Nutman ze shtetla zrobiła się Doremi Fasola z Nowego Jorku. Teraz każdy gówniarz śpiewa do-re-mi i tak dalej. A ile oktaw ma twoja klawiatura?
- Z piętnaście będzie - zgłaszam. - Mysz je pilnuje.

Zaczyna przedłużać się cisza.
- Kurwa! - nadbiega komunikat.
Marna kurwa. Bez wyrazu i zachęty.
- A co tak, mniej więcej ?... - bąkam.

- Słuchałem przed chwilą radia France Inter - mówi Maurycy - i co słyszę? Zapowiadają Octet Sirba i koncert "Od shtetla do Nowego Jorku". Pomyślałem, że jakieś Biuro Podróży poda adresy tanich sklepów, a tu słyszę muzykę.
- Coś mi to mówi - wychodzę na prowadzenie. - Szef grupy nazywa się Jankiel. Czy to nie Mickiewicz robił mu recenzję w Disco Dziady?

- Kurwa - nie podejmuje klimatu przyjaciel. - ty sobie posłuchaj na internecie tę shtetlową music. Ja do tej pory myślałem, że jest coś takiego, jak muzyka cygańska, węgierska, rumuńska, ukraińska, dumki, czardasze, a tu się okazuje, że wystarczyło tysiąc lat temu zrobić studio nagrań w shtetlu i cała reszta Galicji mogła była sobie odpocząć. Jeszcze tylko brakuje, żeby z Cyganów tantiemy zaczęli dzisiaj ściągać.
- Posłucham - obiecuję. - A poza tym?
- Hartmana widziałem. I słyszałem.
- Na Polonii? U Pospieszalskiego? Jeszcze mi jego widok przed uszami lata.
- A film "Lejdis"? - podgrzewa Maurycy.
- Widziałem, kurwa - odpowiadam.
- Mnie to wczoraj Husia do domu przywlokła. To częściowo obejrzałem - relacjonuje przyjaciel. - A propos, mam wrażenie, że robisz się, kurwa, ordynarny.
- Ty, to gówno podobno widziało trzy i pół miliona Polaków - skręcam kierownicę w stronę liczb.
- No, a w partii za Gierka było tylko trzy miliony - analizuje rozmówca. - Mam nadzieję, że nie spadnie na nich za karę jakaś susza.
- Czy inna stonka ziemniaczana - taktownie ustawiam się plecami do aktualnych zjawisk atmosferycznych.
- Czy inne robactwo telewizyjne - zgadza się Maurycy. - To posłuchaj, kurwa.
- Posłucham.

Posłuchałem. Tutaj:

Ludzie, tu jest wszystko, co ktokolwiek kiedykolwiek wymyślił na wschód od Wisły i na południe od Bałtyku. Nawet Marka Grechutę da się usłyszeć.
A może tak się tylko Maurycemu wydaje?
I mnie...